Minirecenzja Torment: Tides of Numenera
O tym, jak rozczarowany byłem Torment: Tides of Numenera, moją wielką nadzieją na kolejne doświadczenie tak głębokie, jak Planescape: Torment, mógłbym napisać kilkanaście stron. Ale nie zrobię tego z prostej przyczyny: ani ta gra, ani inXile Entertainment nie zasługuje na mój czas. Ograniczę się więc do przetłumaczenia mojej krótkiej recenzji ze Steama.
Jestem wielkim fanem Planescape: Torment i czekałem z wypiekami na twarzy na premierę tej gry, odkąd zapowiedziano ją trzy lata temu. Spędziłem dwa miesiące na próbach przebicia się przez ściany tekstu, które zazwyczaj nudziły mnie do bólu. Ponad trzydzieści godzin w więcej niż dwa miesiące — to powinno dać Wam obraz tego, jak nudna i rozczarowująca jest ta gra. Można tu znaleźć bardziej szczegółowe recenzje i w większości wypadków zgadzam się z tymi negatywnymi.
Mówiąc zwięźle: fabuła jest w najlepszym wypadku nie najgorsza, bez powodzenia próbując kopiować/naśladować oryginalnego Tormenta, system walki jest absolutnie tragiczny, Fale nie robią prawie nic, ogólny poziom trudności jest śmiesznie niski, towarzysze są nijacy (z wyjątkiem Rhin), opisy są nudne i przydługie, a inXile po prostu nasrało na swoich backerów przez niewypełnienie obietnic złożonych na Kickstarterze. Jeżeli chcesz zagrać w coś, co naprawdę można nazwać następcą Planescape: Torment, zagraj w Neverwinter Nights 2: Maska Zdrajcy.
Z pewnością nigdy nie kupię już nic od inXile Entertainment i zażądałbym zwrotu pieniędzy, gdybym mógł. To nie jest Torment, na który czekałem całe lata. Mieliście pieniądze, mieliście tyle czasu, ile potrzebowaliście, a wciąż nie udało się Wam dostarczyć gry, którą obiecaliście fanom RPG na całym świecie. Wstydźcie się, inXile.

